środa, 31 stycznia 2018

Tymczasem styczeń!

Tymczasem styczeń!


Styczeń to czas, w którym zazwyczaj podsumujemy przemijający rok. Oceniamy, analizujemy czy jesteśmy zadowoleni ze sposobu wykorzystania swoich dwunastu miesięcy czy jednak mogliśmy zrobić coś więcej. Ale styczeń, to nie tylko podsumowania z przemijającego czasu, ale również, to czas nowych celów, postanowień, wyzwań.

Pierwszy raz w tym roku – nie przez przypadek zresztą – podeszłam, tak racjonalnie do realizacji swoich, przyszłych marzeń. Jeśli masz ochotę przeczytać, jak świadomie zaplanowałam swój nadchodzący rok, zapraszam do przeczytania.

Nie owijając w bawełnę będzie to szczególny rok: dla mnie, ale także dla NASZEJ TRÓJKI! Chcę być „w pewnym stopniu” – chociaż wiem, że nie wszystko zdołałam przewidzieć – przygotowana na ten WYJĄTKOWY rok. 

Chcesz o tym poczytać? To wskakuj do wpisu Dzień, który zmienił moje życie!

Nowy rok – i świadomość, że moją białą kartkę mogę zapisać swoimi wyzwaniami – wpłynął na mnie bardzo pozytywnie. Poczułam przypływ energii, chęci i zapału do realizacji tego, co sobie „wymyśliłam”.

Tymczasem przedstawiam ci sprawozdanie z mojego stycznia. Usiądź wygodnie i poczuj moją falę inspiracji!

ROZWÓJ OSOBISTY

Nie prosiłam a mam.
WSZYSTKO MAM!
[MIKROMUSIC]

SŁUCHAŁAM na krzywy ryj w wykonaniu zespołu MIKROMUSIC, którą usłyszałam w radiowej Trójce. Piosenka od razu wpadła mi w ucho i zauroczyła tekstem, muzyką, głosem. A jak później odnalazłam teledysk to moje zauroczenie tą piosenką sięgnęło zenitu. Też tak macie, jeśli spodoba Wam się jakaś piosenka –  tak bardzo, ale tak bardzo, bardzo – to nie możecie się od niej oderwać i moglibyście słuchać jej nieustannie, czy tylko ja jestem taka sfiksowana?

Może wynikało to z jej prostego przekazu, który pobudził mnie do refleksji. Bo kurczę, tak naprawdę wszystko mamy, ale ciągle dążymy do więcej i więcej. Jakby to więcej miało coś zmienić w naszym życiu. Czy nie lepiej trochę odpuścić i po prostu żyć? Wyznaczać sobie nowe marzenia, cele i małymi kroczkami zbliżać się do ich realizacji? Bez niepotrzebnej presji, stresu czy zazdrości. Nie patrzeć na innych, tylko czerpać pozytywy z tego, co dało nam życie.

Zimowy wiatr na twojej twarzy Carla Montero

CZYTAŁAM Zimowy wiatr na twojej twarzy Carla Montero. To przejmująca panorama ludzkiego losu, z którego kpi wielka historia”. Myślę, że te słowa trafiają w sedno opisując tę pozycję.

„Opasła lektura” – osobiście nie przepadam za książkami o dużej liczbie stron – która porwała mnie w świat Leny i Guillena. I nie jest to historia dwojga ludzi, których droga usłana jest różami, a na koniec możemy spodziewać się happy endu. Są to jednak losy ludzi, którzy –  rzuceni w szpony wojny – poprzez swoje wybory „ranią” siebie, komplikując sobie życie.
 
Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Fabuła na tyle wciągająca, że nie pozwoliła mi od siebie uciec i dzięki temu spędziłam z nią kilka godzin, których nie żałuję!

OGLĄDAŁAM Jutro będziemy szczęśliwi. To komediodramat Hugo Gélin, który poleciła mi Patrycja – cieszę się, że nasza rozmowa zeszła na temat filmów, w związku z tym mogłam w niedzielne popołudnie zobaczyć dobry film.

Jutro będziemy szczęśliwi to zabawny i pełen czułości film, ukazujący silną więź między ojcem a córką. Córką, która "spada" na niego jak grom z jasnego nieba w czasie, kiedy on wiedzie spokojne i beztroskie życie na Francuskiej Riwierze. Czy główny bohater – Samuel – odnajdzie się w nowej roli jako ojciec? Zobacz, bo naprawdę warto!

Jeśli szukasz filmu na wieczór, to chętnie Ci go polecam. Myślę, że każdy rodzić (obecny czy przyszły) powinien go obejrzeć!

UCZYŁAM SIĘ na zaliczenia i egzaminy. Czas zbliżającej się sesji na uczelni jest dla mnie  zazwyczaj gorący (dlaczego nie mogę się uczyć systematycznie, tylko przeważnie wszystko zostawiam na sam koniec?). I mimo że jej temperatura była zdecydowanie niższa, niż we wcześniejszych zaliczeniach semestralnych, to i tak dało się odczuć powiew gorąca.                                                                                      
ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA:
Szycie. W tym miesiącu uszyłam – moim zdaniem – świetne worki, plecaki (oceńcie sami!), które przydadzą się na wiosenne spacery. Z tego zafascynowania i dumy, że tak dobrze idzie mi ich szycie – uszyłam, aż trzy! Myślę, że zorganizuję „jakiś” fajny, kreatywny konkurs, który pomoże mi znaleźć nowych właścicieli. Co Wy na to? Ktoś chętny na wzięcie udziału?

worek - plecak

Śnieg. Brakowało mi tego białego puchu w grudniu, który może zmieniłby moją atmosferę świąt i odczucia z nimi związane. Dlatego też, cieszę się, że w styczniu tego śniegu nie zabrakło i mogłam oglądać go na drzewach i słuchać jak skrzypi pod moimi butami. Lubię śnieg!

Płatki śniegu

WOŚP i jestem wdzięczna, że jest taka organizacja, która pomaga i mobilizuje TYLU ludzi do pomagania. Dlatego też, miło mi, że mogłam dołożyć swoją kropelkę do morza dobroci. Może kiedyś i ja, a może i moi bliscy będą potrzebować sprzętu zakupionego dzięki akcji WOŚP, kto wie?

CIESZĘ SIĘ, że u naszego Malcika wszystko dobrze. W styczniu dowiedzieliśmy się czy to Pan czy Pani kryję się w moim brzuszku – może teraz bardziej pasuję określenie brzuuuchu! I choć płeć nie była dla mnie ważna, to jednak cieszę się, że na 99% już WIEM i w sklepie z ubrankami mogę wybierać działy dla nas!

ubranka dla malucha

OCZEKUJĘ NA remont małego pokoiku dla Malcika. Chyba jeszcze nigdy tak nie planowałam i nie oczekiwałam remontu jak teraz – zdecydowanie syndrom wicia gniazdka dopadł i mnie! Nie mogę się już doczekać, kiedy pokoik nabierze gotowości na przyjęcie nowego członka rodziny, a ja będę mogła spędzać w nim więcej, niż dotychczas. Bardzo się cieszę, że w końcu wyrzucę tę ohydną roletę, która tak bardzo mi się nie podoba, a nie miałam okazji się jej pozbyć – aaa w końcu przyszedł na nią czas! –  ściany zmienią kolor z ciemnego fioletu na jasny szary, a na miejscu drewnianej komody stanie łóżeczko.

ZDROWIE

CZUJĘ SIĘ w kratkę. U mnie z samopoczuciem, jak z pogodą – czasami słońce, czasami deszcz. Chwilami mam ochotę tylko się przytulać lub leżeć z książką i odpoczywać, a momentami włącza mi się syndrom wicia gniazdka i mam ochotę sprzątać, układać, przestawiać i wymyślać nowe zadania dla mojego R. I może nie powinnam w tym czasie obserwować swojego samopoczucia bo – wiadomo (oczywiście z przymrużeniem oka)   hormony w moim organizmie buzują jak szalone i robią z nim co chcą – jednak staram się im utrzeć nosa! 

pyszne jagodzianki

JEM jagodzianki z dżemem wiśniowym :) Jeju… jakie one są przepyszne! I jak autorka bloga Kwestia Smaku – Asia – zapewnia „że nie zawiedziecie się na tym przepisie” – to jest zdecydowanie prawda! „Nierozerwalnie kojarzą się z latem i latem najlepiej smakują” To u mnie jednak te jagodzianki nie zasługują TYLKO na lato. One goszczą u mnie całym rokiem! 

BLOG
OBSERWUJĘ I POLECAM

1. dekorujchwile.pl  to miejsce – jak zapewnia autorka bloga Edyta – w którym króluje kreatywność. I ja się z nią w zupełności zgadzam! Moje serce skradł własnoręcznie wykonany album, który chciałabym mieć na swojej półce! I już wiem, gdzie „wylądują” zdjęcia z kolejnych rowerowych wypraw, a Ciebie natomiast zachęcam do obejrzenia bloga Edyty!

2. rychtyg.pl Ania na swoim blogu „z ogromną przyjemnością” stworzyła listę jakościowych pozycji książkowych, z której to ja z ogromną przyjemnością skorzystam! Zobacz, może znajdziesz coś dla siebie z listy Ani.

3. worqshop.pl „jest to kreatywny blog lifestylowy”, który prowadzi Kasia. Autorka bloga dodała ciekawy i inspirujący wpis dotyczący dobrych nawyków. Jednym z tych nawyków jest jeden dzień w tygodniu offline – i ja ten jeden dzień od Kasi kradnę. Sprawdź, może ty w nowych nawykach Kasi znajdziesz coś dla siebie!


piątek, 26 stycznia 2018

Nocleg podczas wyprawy

Nocleg podczas wyprawy
Gdzie spać podczas wyprawy rowerowej

Decyzja dotycząca wybrania się na kilkudniową wyprawę rowerową została już podjęta, ale zastanawiasz się, gdzie można zatrzymać się na nocleg i wypocząć po kilkugodzinnej jeździe rowerem? W tym poście podpowiem Ci, gdzie można spać i o czym należy pamiętać podczas wyboru takiego miejsca. Przeczytaj, a na pewno znajdziesz coś dla siebie!

O tym, co jest niezbędne na Twojej pierwszej rowerowej wyprawie pisałam w poście Nie potrzebujesz wiele. Zobacz, a przekonasz się, że wszystko prawdopodobnie już posiadasz, aby przeżyć niezapomnianą przygodę.

Już Cię nie męczę i przechodzę do artykułu, w którym w pierwszej części znajdziesz podpowiedź w jakich miejscach możesz przenocować podczas wyprawy rowerowej mając do dyspozycji namiot (oczywiście wraz z jego wyposażeniem), a w drugiej odnajdziesz miejsca, w których namiot nie jest Ci potrzebny.

Nocleg podczas wyprawy rowerowej

Gdzie planować nocleg jeśli wybierasz się w podróż razem ze swoim „letnim” domem?

      „na dziko”   


Prawnie rozbijanie „na dziko” jest w wielu miejscach zabronione i o tym należy pamiętać, podczas wyboru takiego miejsca. Bo możemy „miło” się rozczarować mandatem lub w najlepszym przypadku zostać przegonionym przez właściciela działki, na której się rozbiliśmy. Dlatego też, rozbijanie się „na dziko” ma swoje plusy, jak i minusy. Największą zaletą podczas takiego spania jest to, że nocleg jest darmowy. Nie ponosimy z tego tytułu żadnych dodatkowych opłat (za namiot, rower, ciepłą wodę i wiele innych). Kolejnym atutem takiego miejsca jest poczucie swobody, wolności – jeśli chcemy te kilka dni spędzić w samotności, pobyć sam ze sobą to spanie „na dziko” sprawdzi się idealnie.

Niestety takie spanie ma swoje minusy i do ich podstawowych należą: brak miejsca, w którym moglibyśmy się wykąpać po całodziennej podróży (po całym dniu pedałowania, człowiek marzy o prysznicu – przynajmniej ja), brak możliwości naładowania telefonu, który w dalszej części wyprawy może okazać się zbawienny. Wiadomo także, że w takich miejscach trudno o dobre zabezpieczenie roweru czy bagażu przed różnymi niespodziankami, które mogą mieć wpływ na dalszy przebieg naszej podróży.
   
I choć nie jestem zwolenniczką spania „na dziko”, to mimo to gorąco zachęcam. Może to być naprawdę świetna przygoda!

Na polu namiotowym/campingu


Jeśli interesuję Cię tani i przyjemny nocleg – to zdecydowanie polecam pole namiotowe lub camping. Za takie miejsca zapłacimy niewiele, a warunki bywają naprawdę bardzo dobre. Są to miejsca przeważnie bezpieczne, ponieważ ktoś zazwyczaj pilnuje porządku, przyjazne turystom (wyposażone w sanitariat, często z pomieszczeniem kuchennym, energię elektryczną oraz innymi rzeczami i pomieszczeniami zwiększającymi komfort podróżującego). Dodatkowym plusem takich miejsc jest możliwość spotkania wielu podróżujących, od których można zdobyć cenne wskazówki dotyczące dalszej naszej podróży lub wymienić się doświadczeniami z przebytej już drogi.

A teraz czas, aby przedstawić Ci kilka propozycji noclegowych, w których namiot nie jest Ci potrzebny. Dlatego, jeśli nie masz namiotu to się nie martw i działaj!

U kogoś


Jeśli na swojej trasie masz rodzinę lub znajomych, u których możesz przenocować, wykąpać się, zostawić rower w bezpiecznym miejscu – to odpadają Ci największe problemy związane z organizacją noclegu. I nie ma co tu ukrywać, nocowanie u kogoś znajomego jest najlepszą opcją z możliwych. Dzięki temu nocleg może być wygodny, bezpieczny i przede wszystkim darmowy. Można przy okazji spotkać się z rodziną, porozmawiać, pośmiać się, a także „czasami” wyspać.

W schronisku młodzieżowym


Twój nocleg przypada akurat w większym mieście i czujesz, że nie dasz rady wyjechać na jego obrzeża? To nie zastanawiaj się, tylko szukaj noclegu w schronisku młodzieżowym! Osobiście jestem miło zaskoczona warunkami panującymi w tych miejscach, dlatego też nie mam podstaw, aby Ci takiego miejsca nie proponować. Zgadza się, schronisko młodzieżowe ma swoje plusy i minusy – tak jak zresztą wszystkie wymienione przeze mnie miejsca. Plusem takiego miejsca jest to, że jest wygodne (wyposażone w kuchnię, łazienkę –  zazwyczaj wspólną na kilka pokoi lub piętro, ale za to z ciepłą wodą! –  w elektryczność, czasami nawet w pralkę), no i jest tanie. Cena noclegu w schronisku wynosiła około 30 zł/osobę w roku 2017. Były plusy, to niestety czas na minusy takich miejsc. Jak dla mnie, wadą jest spanie w pokoju z obcymi ludźmi, których nie znamy (przeważnie pokoje są 6 – osobowe), a także zazwyczaj jest brak miejsca na bezpieczne zabezpieczenie roweru.

Agroturystka


O agroturystykach pisać jest mi trudno, ponieważ nie mam tak dużego doświadczenia, jak z innymi miejscami noclegowymi. Dlatego też, nie chce wydawać opinii mając na swoim koncie jedną noc w agroturystyce. Może kiedyś zdobędę te doświadczenia i podzielę się z Wami, a teraz liczę, że ktoś z Was ma ochotę podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami? Chętnie się dowiem. 

Hotel  


Ostatnią  wymienioną przeze mnie propozycją noclegową jest hotel. Jest to miejsce komfortowe (łazienka przynależy do pokoju), przyjemne (nie musimy spać w namiocie na materacu), bezpieczne (nie dzielimy pokoju z obcymi ludźmi), ale oczywiście za wygodę należy zapłacić i zdecydowanie hotel nie jest tak tani, jak pole namiotowe, czy schronisko młodzieżowe. Dodatkową zaletą spania w hotelu jest możliwość wykupienia posiłku, co sprawia, że nie musimy od rana szukać sklepu i myśleć, co przygotować na śniadanie. Jeśli chodzi o zabezpieczenia roweru w takich miejscach, to jest różnie. Jednak wiadomo, że w hotelu dużo szybciej znajdzie się pomieszczenie gospodarcze, czy też garaż.

Gdzie nocować podczas wyprawy?

Na pewno zauważyliście, że jest wiele fajnych propozycji noclegowych i każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Jeśli nie masz namiotu lub nie chcesz wieść dodatkowego, kilkukilogramowego bagażu na rowerze, to masz pełno miejsc, w których możesz spędzić bezpieczną i komfortową noc. A może chcesz spędzić kilka nocy pod gwieździstym niebem i poczuć dreszczyk emocji? Dla tych co mają „wyczulony” słuch proponuje pole namiotowe lub camping – oczywiście należę do tych osób, a dla odważnych rozbicie się „na dziko”. Ahoj przygodo!   


A Ty, w jakich miejscach preferujesz nocleg na kilka wakacyjnych dni? Na świeżym powietrzu, czy jednak pod dachem? 

piątek, 19 stycznia 2018

Dzień, który zmienił moje życie

Dzień, który zmienił moje życie
zostałam rodzicem
To jeden z tych dni, który zapadnie w mojej pamięci na długo (może nawet na zawsze, jeśli nie nabawię się choroby Alzheimera). Dzień, który bezpowrotnie zmienił bieg mojej drogi.
„Już od kilku dni czułam, że coś wisi w powietrzu, że coś się zmienia. Tyle rzeczy nie pasowało do mojej układanki. Niby wszystko normalnie, ale jednak „coś” było nie tak.” Myślałam, siedząc z kubkiem malinowej herbaty na kanapie, co mogłoby się takiego wydarzyć, aby było odpowiedzialne za moje samopoczucie i nastrój. Może, to zasługa tej wrześniowej przejażdżki na rowerze, którą odbyłam kilka dni temu? No, ale co mogło być na niej takiego niezwykłego?
…to był przyjemny, wrześniowy dzień, choć powietrze już nie było tak wakacyjne i ciepłe to jednak nadal pozostawało beztroskie i błogie. Już gołym okiem można było zauważyć wchodzącą jesień, która na drzewach zaczynała powoli czuć się jak u siebie. Zmieniała kolory drzew, zrzucała z nich liście i dawała znać, że życie przemija i się zmienia, że wszystko ma swój początek i koniec. Uświadomiłam sobie to, kiedy zatrzymałam się nad jednym z brzegów jeziora, rozciągającego się wśród kolorowych już drzew. Patrzyłam na delikatnie przesuwające się fale i myślałam nad biegiem mojego życia…
Wzięłam łyk mojej ulubionej herbaty i pomyślałam, że „wszystko ulega zmianie, a życie to ciągła podróż w nieznane i nie zatrzymuje się nawet wtedy, kiedy bardzo tego chcemy.” Wróciłam myślami do dnia wycieczki i starałam się znaleźć przyczynę swojego nastroju.
...wjechałam z pędem do lasu. Dobrze znałam to miejsce, przejeżdżałam tędy już tyle razy. Poczułam na swoim ciele wilgotne, leśne powietrze, a w moim nosie zawirował leśny zapach grzybów. Zapach, który za każdym razem przypominał mi lata dzieciństwa, kiedy to spacerowałam po lesie i próbowałam ich szukać…
„Ohh…” – westchnęłam, poprawiając sobie nogi na kanapie. „Jak ja dobrze pamiętam te czasy, kiedy mama zabierała mnie do lasu na poszukiwania tych małych, czarnych łepków. Bardzo lubiłam te wyprawy, podczas których pogodnie i radośnie biegałam po lesie, nie zaprzątając sobie głowy, tak „odległą dorosłością”. A teraz? ” Powróciłam myślami do wycieczki.  
życie mija jak jeden dzień
…podniosłam do przodu głowę i zobaczyłam, że wjeżdżam już na ostatni odcinek ścieżki rowerowej. Biegnie ona wzdłuż grubych, liściastych drzew, które tworzą nad nią ciemną i ponurą aurę. Pomimo że już zaczyna być widać zaciętą wojnę między liśćmi a jesienią, to nadal liście starają się jak najlepiej ochronić ścieżkę przed promieniami słońca. Ten niepokojący nastrój, występujący na tym etapie wycieczki spowodował, że zaczynałam odczuwać strach, który łaził za mną od jakiegoś czasu. Może, jeśli wiedziałabym już, co planuje dla mnie droga, na której się znajduję, to inaczej przejechałabym ten odcinek? Spokojniej, bez strachu, ze świadomością, że i ja dam sobie radę, że nie potrzebnie martwię się na zapas…
Spojrzałam w okno, nie zapominając przy tym o popiciu herbaty, która nie jest już tak ciepła jak kilkanaście minut wcześniej. Wróciłam myślami do swojej wyprawy, nie dając się rozproszyć widokiem za oknem. Pomyślałam, że „może nie powinnam bać się strachu, z którym przeprowadziłam dość negocjacji (starałam się być silna i przygotowana na niepowodzenia) by spokojnie żyć i uwierzyć w to, że droga, po której jadę jest prosta i jasna.” Po refleksji, wróciłam do dalszej części wycieczki.
…wyjechałam z ciemnego, ponurego lasu i kolejny odcinek wyprawy trwał już po słonecznej i przyjemnej ścieżce. Wróciłam do domu i tak zakończyła się moja wrześniowa przejażdżka…  
„Ja już wiem co, a raczej kto odpowiedzialny jest za mój nastrój i samopoczucie.” Stojąc w domu przy oknie myślę, że „ten wyjazd z lasu na słoneczną ścieżkę może być świetną metaforą rozszyfrowania zagadki mojego nastroju.” W tym samym momencie, ktoś dzwoni do drzwi. Kieruję się niechętnie w ich kierunku, aby sprawdzić, kto zakłóca moje myślenie. Podnoszę słuchawkę i mówię: „Tak?”. Po drugiej stronie słyszę Jego głos. Już wiem, że za chwilę On też będzie wiedział, kto odpowiedzialny jest za moje samopoczucie i nastrój.  

będziemy rodzicami
I mimo że droga, po której jedziemy, stawia przed nami nie małe wyzwanie, to jestem pewna, że będziemy się starać, aby jak najlepiej ją przejechać, odnajdując się w nowej roli. Trzymajcie kciuki. 




czwartek, 11 stycznia 2018

Czego nauczyły mnie podróże?

Czego nauczyły mnie podróże?
czy podróże uczą
Czy jeśli kiedyś, ktoś powiedziałby mi, że będę podróżować rowerem i czerpać z tego ogromną satysfakcję i radość – uwierzyłabym? Nie! Na pewno, gdzieś z tyłu głowy chciałam robić „coś” co dałoby mi z życia zadowolenie - ale wyjeżdżać rowerem?
Prawdopodobnie, nigdy sama nie zrobiłabym pierwszego kroku. Nie miałabym na tyle odwagi i determinacji, aby wsiąść na rower i pedałować przed siebie. Potrzebowałam kogoś, kto poprowadzi mnie za rękę, zasieje we mnie ziarenko ciekawości i chęci do rowerowych wypraw. Może, dzięki temu blogowi, to ja zasieje w Tobie to ziarenko, które „kiedyś” u mnie wykiełkowało?
O tym, czego potrzebujesz i co jest niezbędne na Twojej pierwszej wyprawie rowerowej pisałam tutaj. Zobacz, a przekonasz się, że nie potrzebujesz wielu rzeczy, aby przeżyć ciekawą i niezapomnianą przygodę.

Poniżej znajdziesz 5 głównych korzyści, które odniosłam dzięki podróżowaniu rowerem. Uważam, że warto pokonać swój strach i wybrać się choć raz w rowerową podróż, tylko po to, aby skorzystać z pozytywnych skutków takiej wyprawy.

     Odwaga 

    
Samo podjęcie decyzji i zdecydowanie, że wybierasz się w podróż rowerem - jest odwagą. Kiedy przekraczasz próg domu musisz mieć świadomość, że teraz należy zaopiekować się sobą - należy zorganizować sobie nocleg, wyżywienie, czasami dopytać o drogę, bo GPS może zawieść, o sklep rowerowy, bo może spotkać Cię awaria roweru. Nawet jeśli Twoja podróż będzie bardzo szczegółowo zaplanowana, to należy być przygotowanym na to, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. 
Dobrze pamiętam swoją pierwszą, rowerową podróż. Tak bardzo się bałam, czy na pewno dam radę przejechać zaplanowane kilometry, czy namiot jest bezpiecznym domem na dwa tygodnie – przecież ostatni raz w namiocie „spałam”, jak byłam mała i to bardziej dla zabawy (po zjedzeniu przygotowanych kanapek, na noc i tak uciekaliśmy spać do domu :)). A co zrobię jeśli będzie burza – przecież, ja tak bardzo boje się burzy. Jak się okazało, strach ma tylko wielkie oczy. Nie warto martwić się na zapas rzeczami, które niepotrzebnie Cię nakręcają i powodują, że zamiast cieszyć się z wyprawy, gdzieś z tyłu głowy będzie pojawiał się strach.

  Poznanie innego


Podróżowanie pozwala poznać kulturę i obyczaje innych ludzi, ich sposób życia, poznać inne regiony geograficzne, ich historię.


Zaradność
     
Podczas wyprawy na pewno zdarzy się, że niezliczoną ilość razy będzie trzeba wykorzystać swoje umiejętności radzenia sobie w różnych, może nawet trudnych sytuacjach.

Podczas naszych wypraw, wielokrotnie musieliśmy zmierzyć się z nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak: awaria roweru, która przytrafiła nam się w późnych godzinach popołudniowych, 7 kilometrów od miejscowości, w której „prawdopodobnie” jest sklep rowerowy, zła organizacja wyżywienia, ponieważ nie myśleliśmy, że sklepy spożywcze na wioskach są zazwyczaj zamykane wcześniej, czy problemy z przetransportowaniem rowerów ( nas to spotkało na trasie Ustrzyki Dolne – Kraków) i jeszcze wiele innych trudności. A więc – bądź zaradny!
        

           Poznanie ludzi podróżujących


    Poznajesz ciekawych ludzi, którzy chętnie dzielą się swoimi przemyśleniami, przygodami, dają wskazówki, ale również pomagają jeśli jest to konieczne. To oni też będą dodawać Ci sił i wiary w to, że Tobie też się uda.

Na naszej drodze spotkaliśmy bardzo miłych, przyjaźnie i pozytywnie nastawionych podróżników. Bardzo miło porozmawiać z kimś o wspólnych pasjach, wymienić się cennymi wskazówkami.


Poznanie siebie


Podczas podróży, która trwa kilka dni, masz prawo czuć się niekomfortowo, bo zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. Czasami jest to bitwa z samym sobą, pokonujesz swoje granice, jeśli do tego dochodzą jeszcze niesprzyjające warunki atmosferyczne, to walka zdecydowanie staje się trudniejsza.

Na takiej wyprawie człowiek nie udaje kogoś innego, pokazuje kim tak naprawdę jest. Dzięki kilkugodzinnej jeździe na rowerze, podróżujący ma czas na przemyślenia, marzenia, nowe postanowienia.

Posiłek na świeżym powietrzu.

Korzyści, które uważam za wyniesione z wypraw rowerowych, często nie są związane z sytuacjami zbyt komfortowymi na pierwszy rzut oka. Pamiętaj jednak, że z każdej sytuacji można wyjść i dodatkowo wyciągnąć z niej dobrą lekcję. Jestem szczęśliwa, że pokonałam swój strach i Tobie też życzę, aby strach nie wygrał z Twoimi słabościami i nie przysłonił chęci w dążeniu do realizacji swoich pasji.


A Ty, traktujesz trudne i kryzysowe sytuacje jako dobrą lekcję i wyciągasz z nich korzyści?

niedziela, 7 stycznia 2018

Świadomie zaplanuj swój rok!

Świadomie zaplanuj swój rok!
nowe możliwości, nowy rok

Siadam przy biurku, na stoliku czeka na mnie już zaparzona kawa, której tak dawno nie piłam. Jeju… jak to możliwe, że od czterech miesięcy tego słodkiego płynu nie miałam w ustach? Ale dzisiaj nie o piciu kawy i jej zapomnianym, aromatycznym smaku, lecz o świadomym planowaniu roku. Biorę do ręki długopis i zaczynał kreślić swoje główne cele na 2018 rok.

Styczeń to czas podsumowań, ale także czas wyznaczania nowych celów, marzeń. Mamy nowe 12 miesięcy, 356 dni, które możemy zaplanować tak, aby ten rok pomógł nam przezwyciężyć nasze słabości, walczyć ze złymi nawykami, aby dał nam odwagę do realizacji tego, czego pragniemy, o czym marzymy, ale wciąż brak nam determinacji.

Zgadza się, nigdy nie robiłam podsumowań przemijającego roku i nie zawracałam sobie głowy „jakimś” długofalowym planowaniem przyszłego. Nie spisywałam celów, marzeń, czy pragnień. Owszem, miałam swój cel w myślach, ale po pierwszym miesiącu prawdopodobnie „gdzieś” uleciał i ślad o nim zaginął. Zdecydowanie zapisanie na kartce swojego celu na nadchodzący rok pozwala na jego skrupulatne realizowanie, krok po kroku.

I tak, jak w piosence Nie czekaj Barbary Wrońskiej Teraz jest najlepszy czas, żeby w skrzydła puścić wiatr. Nie czekaj…

Czemu planuję? Chyba świadomie dorosłam do tego, aby wziąć swoje życie w garść i mieć kontrolę nad tym, o czym marzę i to spełniać. A może dlatego, że ten rok zapowiada się dla mnie wyjątkowo, zagadkowo i nieprzewidywalnie. Chcę nakierować cześć spraw w taki sposób, aby w grudniu usiąść i pomyśleć, że był to dobrze wykorzystany rok.

U mnie ten rok będzie pod hasłem: SAMODYSCYPLINA. Pod tym słowem kryją się wszelkie, codzienne dobre nawyki, plany na kolejne miesiące, które chcę aby zakorzeniły się w mojej krwi na stałe.

słowo klucz na nowy rok

Moje postanowienia podzieliłam na cztery kategorię (życie prywatne, zdrowie, rozwój osobisty oraz Blog), nad którymi chcę zapanować w 2018 roku. Cele długofalowe, które dotyczą całego roku, a także krótkofalowe, które obejmują pojedyncze miesiące. Dzięki temu, w łatwy sposób mogłam określić cele odpowiadające każdej dziedzinie, której chcę poświęcić więcej uwagi. Są to elementy mojego życia, nad którymi chcę panować, mieć władzę, a także odznaczać każdego miesiąca w jakim miejscu jest realizacja mojego rocznego postanowienia.


     ŻYCIE PRYWATNE


W gąszczu pracy, szybkim tempie życia, zapomniałam o pielęgnowaniu tego, co jest dla mnie najważniejsze. Zbyt często w roku 2017 łapałam się na tym, że nie poświęcałam sobie wystarczająco dużo czasu, zabrakło spacerów, rozmów samej ze sobą, poczucia kobiecości, zaangażowania się w obowiązki domowe czy relacji międzyludzkich. Zdecydowanie nie chcę, aby w tym roku lenistwo,  czy złe nawyki przezwyciężyły moje życie.


     ZDROWIE


Stanowczo stwierdzam, że w poprzednim roku zabrakło samodyscypliny, determinacji i samozaparcia do lepszej wersji siebie. Dałam porwać się wirowi pracy i „nudnemu” życiu W tej kategorii znajdują się plany obejmujące powroty do regularnego uprawiania sportu, skrupulatnego zwrócenia uwagi na to, co jem, wizyty u specjalistów, czy przygotowania do pewnych, sportowych zadań.

     ROZWÓJ OSOBISTY


Jestem osobą, która często zapał i chęci ma w pierwszej fazie pomysłu. Szybko zniechęcam się do podjętych przeze mnie projektów, w związku z tym, powstaje wiele niedokończonych zadań, pojawia się frustracja i brak chęci na podjęcie kolejnych rzeczy. W tym roku, chcę panować i mieć kontrole nad sukcesywnym poszerzaniem wiedzy. Plany w tej kategorii dotykają przede wszystkim: regularnego czytania książek, artykułów tematycznych związanych z praca zawodową, zdobycia tytułu magistra, obserwacji ciekawych i inspirujących stron.


     BLOG


Ostatnią kategorią, nad którą świadomie będę pracować w 2018 roku jest blog. Założenie i prowadzenie bloga było moim ciągłym, przekładanym marzeniem, które przegrywało z kompleksami. Dlatego też, chcę stworzyć przyjazne miejsce dla siebie, które każdego dnia będzie przypominać mi o samodyscyplinie, o spełnianiu najskrytszych marzeń, o realizowaniu pragnień. Chcę również, aby moje działania związane z blogiem były dla Ciebie inspiracją na lepsze jutro!

cele na nowy rok

Przy konstrukcji planu na kolejne 365 dni, wzięłam również pod uwagę możliwości i warunki ograniczające moje cele. Dlatego też, w moich tegorocznych planach nie znajdzie się żadna, długa podróż, nie będzie również żadnych dodatkowych szkoleń, nadprogramowych wydatków, czy innych rzeczy związanych z finansami, czasem i zaangażowaniem.  

Myślę, że takie rozłożenie elementów życia na czynniki pierwsze, pomoże świadomie i realnie dążyć do poprawy i zadowolenia z życia.


Może i Ty stworzysz swoją listę planów i marzeń na tegoroczny rok? A może masz już swoje postanowienia na lepszą wersję siebie? Chętnie dowiem się co wpływa na budowanie Twojej samodyscypliny i jak sobie z nią radzisz.   
Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger