piątek, 19 stycznia 2018

Dzień, który zmienił moje życie

zostałam rodzicem
To jeden z tych dni, który zapadnie w mojej pamięci na długo (może nawet na zawsze, jeśli nie nabawię się choroby Alzheimera). Dzień, który bezpowrotnie zmienił bieg mojej drogi.
„Już od kilku dni czułam, że coś wisi w powietrzu, że coś się zmienia. Tyle rzeczy nie pasowało do mojej układanki. Niby wszystko normalnie, ale jednak „coś” było nie tak.” Myślałam, siedząc z kubkiem malinowej herbaty na kanapie, co mogłoby się takiego wydarzyć, aby było odpowiedzialne za moje samopoczucie i nastrój. Może, to zasługa tej wrześniowej przejażdżki na rowerze, którą odbyłam kilka dni temu? No, ale co mogło być na niej takiego niezwykłego?
…to był przyjemny, wrześniowy dzień, choć powietrze już nie było tak wakacyjne i ciepłe to jednak nadal pozostawało beztroskie i błogie. Już gołym okiem można było zauważyć wchodzącą jesień, która na drzewach zaczynała powoli czuć się jak u siebie. Zmieniała kolory drzew, zrzucała z nich liście i dawała znać, że życie przemija i się zmienia, że wszystko ma swój początek i koniec. Uświadomiłam sobie to, kiedy zatrzymałam się nad jednym z brzegów jeziora, rozciągającego się wśród kolorowych już drzew. Patrzyłam na delikatnie przesuwające się fale i myślałam nad biegiem mojego życia…
Wzięłam łyk mojej ulubionej herbaty i pomyślałam, że „wszystko ulega zmianie, a życie to ciągła podróż w nieznane i nie zatrzymuje się nawet wtedy, kiedy bardzo tego chcemy.” Wróciłam myślami do dnia wycieczki i starałam się znaleźć przyczynę swojego nastroju.
...wjechałam z pędem do lasu. Dobrze znałam to miejsce, przejeżdżałam tędy już tyle razy. Poczułam na swoim ciele wilgotne, leśne powietrze, a w moim nosie zawirował leśny zapach grzybów. Zapach, który za każdym razem przypominał mi lata dzieciństwa, kiedy to spacerowałam po lesie i próbowałam ich szukać…
„Ohh…” – westchnęłam, poprawiając sobie nogi na kanapie. „Jak ja dobrze pamiętam te czasy, kiedy mama zabierała mnie do lasu na poszukiwania tych małych, czarnych łepków. Bardzo lubiłam te wyprawy, podczas których pogodnie i radośnie biegałam po lesie, nie zaprzątając sobie głowy, tak „odległą dorosłością”. A teraz? ” Powróciłam myślami do wycieczki.  
życie mija jak jeden dzień
…podniosłam do przodu głowę i zobaczyłam, że wjeżdżam już na ostatni odcinek ścieżki rowerowej. Biegnie ona wzdłuż grubych, liściastych drzew, które tworzą nad nią ciemną i ponurą aurę. Pomimo że już zaczyna być widać zaciętą wojnę między liśćmi a jesienią, to nadal liście starają się jak najlepiej ochronić ścieżkę przed promieniami słońca. Ten niepokojący nastrój, występujący na tym etapie wycieczki spowodował, że zaczynałam odczuwać strach, który łaził za mną od jakiegoś czasu. Może, jeśli wiedziałabym już, co planuje dla mnie droga, na której się znajduję, to inaczej przejechałabym ten odcinek? Spokojniej, bez strachu, ze świadomością, że i ja dam sobie radę, że nie potrzebnie martwię się na zapas…
Spojrzałam w okno, nie zapominając przy tym o popiciu herbaty, która nie jest już tak ciepła jak kilkanaście minut wcześniej. Wróciłam myślami do swojej wyprawy, nie dając się rozproszyć widokiem za oknem. Pomyślałam, że „może nie powinnam bać się strachu, z którym przeprowadziłam dość negocjacji (starałam się być silna i przygotowana na niepowodzenia) by spokojnie żyć i uwierzyć w to, że droga, po której jadę jest prosta i jasna.” Po refleksji, wróciłam do dalszej części wycieczki.
…wyjechałam z ciemnego, ponurego lasu i kolejny odcinek wyprawy trwał już po słonecznej i przyjemnej ścieżce. Wróciłam do domu i tak zakończyła się moja wrześniowa przejażdżka…  
„Ja już wiem co, a raczej kto odpowiedzialny jest za mój nastrój i samopoczucie.” Stojąc w domu przy oknie myślę, że „ten wyjazd z lasu na słoneczną ścieżkę może być świetną metaforą rozszyfrowania zagadki mojego nastroju.” W tym samym momencie, ktoś dzwoni do drzwi. Kieruję się niechętnie w ich kierunku, aby sprawdzić, kto zakłóca moje myślenie. Podnoszę słuchawkę i mówię: „Tak?”. Po drugiej stronie słyszę Jego głos. Już wiem, że za chwilę On też będzie wiedział, kto odpowiedzialny jest za moje samopoczucie i nastrój.  

będziemy rodzicami
I mimo że droga, po której jedziemy, stawia przed nami nie małe wyzwanie, to jestem pewna, że będziemy się starać, aby jak najlepiej ją przejechać, odnajdując się w nowej roli. Trzymajcie kciuki. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger