piątek, 28 września 2018

Tymczasem wrzesień!

Pcheła jeszcze śpi. Skradam się na paluszkach do kuchni, gdzie w końcu bez pośpiechu zaparzę i wypiję kawę. O tak, dzisiejszy ranek należy tylko do mnie i moich myśli. Zabieram kawę, którą przed chwilą zrobiłam i siadam wygodnie na kanapie, na której od poprzedniego wieczoru czeka laptop i koc. Otulam się kocem, biorę do ręki czarny, prostokątny element i zaczynam kreślić wspomnienia z września.

Dziecko to taka mała istota, która perfekcyjnie uczy myślenia i organizacji. Co ciekawe, nie stosuje przy tym żadnych słów i narzędzi motywacyjnych, a człowiek chodzi, jak zegarek, który właśnie przyśpieszył swoje tykanie.

Nie ma miejsca na zastanawianie się, czy ugotować obiad teraz, czy za chwilę. Należy daną czynność zrobić tu i teraz. Nie zostawiać jej na później, bo to później może zostać wypełnione przez inne zadanie lub szkraba, który właśnie zrozumiał, że nie może obyć się bez obecności mamy.

Dlatego to miesiąc pełen organizacji i przyjemnych chwil – i taką nazwę otrzymuje ode mnie tegoroczny wrzesień.

Jesteś jeszcze ze mną? Zapraszam do lektury!

ROZWÓJ OSOBISTY

 „Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym”
[BUDKA SUFLERA]

SŁUCHAŁAM Budki Suflera Nowa Wieża Babel i choć piosenka nie należy do najmłodszych, to tekst idealnie obrazuje dzisiejszy świat. Świat komputerów, telefonów, nowej technologii – i nie mówię, że  świat wirtualny jest zły czy niepotrzebny. Myślę tylko, że korzystamy z niego za dużo – a szkoda, bo świat rzeczywisty jest naprawdę piękny i zaskakujący.

I wiesz co! Najbardziej brakuje mi wieczorów spędzonych ze znajomymi, przy winie czy planszówkach. Tak po prostu!

We wrześniu słuchałam również Webinaru Pani Swojego Czasu Planuj jak mistrzyni. A potem działaj. Uwielbiam planować, zastanawiać się jakie jeszcze zadania muszą trafić na moją listę to-do i dobre nawyki na diagramy monitorujące.  

Mój planner, który leży spokojnie na moim biurku obok lampki biurowej i zdjęcia z moich pierwszych rowerowych wakacji jest śliczny! Znajdziesz w nim równiutkie, estetyczne tabelki, kalendarz na cały rok, strony z tygodniówkami, przeróżne diagramy służące do monitorowania – i co z tego? Jak piękne tabelki są systematycznie nieuzupełniane, kalendarz nieużywany, a zadania nieodhaczane.

Jestem mistrzynią planowania i nieudacznikiem realizacji tych planów – mam zamiar to zmienić!


CZYTAŁAM, lepiej pasuje: skończyłam Wichrowe Wzgórza. Znalezienie chwili w mojej obecnej sytuacji - Pcheła - na czytanie książek, to nie lada wyczyn. Łudziłam się, że będąc na macierzyńskim pochłonę każdą ilość książek. Rzeczywistość okazała się jednak inna.

OGLĄDAM jak Pcheła rośnie, bo telewizora nie mam – zresztą i tak nie mam na niego czasu! Jeszcze nie tak dawno ważyła 3 kilo, leżała i leniwie ruszała rączkami i nóżkami – oczywiście jak była spokojna. A teraz? Waży już ponad szóstkę, gaworzy, kwasi się podczas jedzenia, łapie zwierzaki nad łóżeczkiem, zdejmuje skarpety, ogląda książeczki i bawi się cyckiem… Lubię patrzeć, jak każdego dnia uczy się czegoś nowego.

UCZYŁAM SIĘ organizowania imprezy. 


ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA Rafała! Każdego dnia pomaga mi w obowiązkach domowych, i choć raz wychodzi mu to lepie, a raz gorzej, to jednak wiem, że robi to najlepiej jak potrafi. Wraca do domu, je obiad i pilnuje Pcheły. Między czasie odkurzy, zmyje naczynia i wstawi pranie. A  ja mam czas dla siebie. W spokoju zajmuję się, np. zrobieniem treningu, wykąpaniem się i innymi rzeczami.    

CIESZĘ SIĘ, że udało mi się zorganizować imprezę rodzinną. Znamy się z Rafałem 5 lat i dopiero teraz nasze rodziny miały okazje się poznać. Nie wiem czemu, ale bałam się tego spotkania. Styku dwóch,  zupełnie różnych od siebie rodzin. To tak samo jakby próbować połączyć ogień i wodę. Byłam pewna, że podczas imprezy będzie drętwo i nikt z nikim nie zamieni żadnego zdania. Niepotrzebnie się bałam.

Mam jeszcze jeden powód do radości - obroniłam tytuł magistra! Nie, nie, nie… ta radość nie jest związana z tym, że teraz przed nazwiskiem mogę wstawić trzy literki, ale z tym, że dokończyłam coś, co zaczęłam 5 lat temu – to taki mój mały sukces.

Bliżej mi do grupy osób, które coś z wielkim hukiem i zaangażowaniem zaczynają, ale po chwili, kiedy cały ten kurz opadnie, to motywacja i energia, którą mają w sobie również.

I jeszcze jedno, że znalazłam w sobie siłę do pisania czegoś, co nie sprawiało mi przyjemności, a raczej przykry obowiązek. Czas, pomiędzy przewijaniem, karmieniem, płaczem Pcheły, spacerami, gotowaniem, śmiało mogłam przeznaczyć na coś, co lubię.



OCZEKUJE na jesień. Ze wszystkich czterech pór roku, to jesień stoi u mnie na podium. 

ZDROWIE

CZUJĘ SIĘ pełna energii. Te ostatnie miesiące uczenia się życia w trzyosobowej rodzinie, dały mi w kość. Nie wszystko było takie cukierkowe. A kiedy zostałam z Pchełą sam na sam, na kilkanaście dobrych godzin w ciągu dnia. I ten rytuał się powtarzał, i powtarzał… –  i pewnie tak już zostanie –  to chciałam uciekać! Spakować się i po prostu wyjechać…

Na szczęście, uporządkowałam w głowie wiele spraw – pewnie jeszcze te porządki trochę potrwają, ale jestem już na dobrej drodze – których nie przewidziałam. Nie przygotowałam się do życia w rodzinie…, pomimo tego, że bardzo chciałam.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zaczęłyśmy się z Pchełą dogadywać. Mamy ustalony rytm dnia i się go trzymamy tak, jak najlepiej umiemy. Czasami wychodzi nam to super, a czasami na ten cały plan, tylko patrzymy. Ale zdecydowanie jest lepiej, niż było. Mamy czas na zabawy, gotowanie, czytanie, jedzenie, spacerowanie, a także na odpoczynek od siebie – oczywiście, kiedy ojciec wróci z pracy! Odzyskałam jaką taką równowagę i pewność, że jestem dobrą matką.




JEM zdrowo i racjonalnie –  przynajmniej się staram, aby na mój talerz trafiały tylko dobrej jakości produkty. Niestety nie zawsze tak jest. Walczę z węglowodanami prostymi, tłuszczem palmowym oraz z składnikami, które zawierają literkę E.




BLOG


OBSERWUJĘ I POLECAM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger