sobota, 15 grudnia 2018

Jakiego prezentu nie kupować rowerzyście? Takiego!

Jakiego prezentu nie kupować rowerzyście? Takiego!
pomysł na prezent dla rowerzysty

Małymi krokami zbliżamy się do jednych z najpiękniejszych dni w roku. Dni, w których: świąteczne piosenki przejmują dowodzenie w naszym domu, piękna choinka ugina się pod ciężarem bombek, światełka na sznurze lampek migoczą w radosnym rytmie, zapach obieranych pomarańczy zwołuje wszystkich domowników, siadamy razem z rodziną do wigilijnego stołu, a także, w których obdarowujemy upominkami naszych najbliższych.  

To właśnie teraz trwa ten moment, w którym nerwowo zaczynamy szukać pomysłu na prezenty. Zastanawiamy się, co sprawi naszym najbliższym najwięcej radości. Z jakiego prezentu rozdziawią szeroko usta lub wygną je w szerokiego, szczerego banana. Myślimy, co takiego chcieliby dostać, o czym od dawna marzą i  z czego byliby najbardziej ucieszeni.

I nie ma co ukrywać, każdy lubi dostawać trafione prezenty. Takie, o których marzy, i które mogą się przydać. Nie lubimy otrzymywać prezentów, które nam się nie podobają lub nie przydadzą. Wiesz, o których mówię? O tych upominkach, które zaraz po świętach lądują gdzieś w kącie lub w najdalszej części szafy.

Myślę, że nie muszę Cię przekonywać, że najlepszy prezent, to taki, który zaskoczy, sprawi przyjemność czy nawet wzruszy.

Dlatego dzisiaj podpowiem Ci, czego nie kupować osobie, która interesuję się rowerem i z starannością o niego dba. Dzięki temu, zaoszczędzisz  pieniądze i nie sprawisz, że osoba, której kupiłaś rowerowy prezent, upcha go gdzieś.

Jeśli w swoim otoczeniu masz taką osobę – zakochaną w rowerze – to na pewno wiesz, że nie zadowoli jej prezent w postaci źle dobranych rowerowych rękawiczek czy oświetlenia z odległych krajów - takim prezentem ucieszy się dziecko, które zaczyna swoją przygodę z rowerem, ale niestety nie dorosły, rowerowy maniak.  

Często ludzie zapominają, że mają cały rok, aby przygotować się do zakupu prezentu dla danej osoby. Rok, to naprawdę dużo czasu, aby daną osobę poobserwować i wyłapać to, co chciałaby dostać lub zmienić w swoim rowerze. Niestety często wychodzi tak, że prezent wybierany jest na ostatnią chwilę. Dosłownie kilka dni przed świętami.

jaki prezent dla rowerzysty

Jakiego prezentu rowerzyście nie kupować?


KASK ROWEROWY

To element garderoby rowerowej, który wymaga dużej staranności przy jego doborze. Przede wszystkim musi być indywidualnie dopasowany do głowy rowerzysty. Kupiony kask rowerowy w ciemno (nawet, gdy znamy wymiary głowy) może nie dawać komfortu w jego noszeniu. Niektóre kaski będą uwierać lub będą za ciężkie, co przy dłuższej jeździe jest uciążliwe i nie przyjemne.

Inny kształt kasku rowerowego będzie pasował dla osoby, która ma długie włosy i spina je w „koński ogon”, a inny dla osoby, która ma włosy krótkie, tak jak ja.

Kolejnym czynnikiem, który świadczy o indywidualności produktu jest kolor. Musimy pamiętać, że nie zawsze mamy taki sam gust, co osoba przez nas obdarowywana. Jeśli Tobie ten kask się podoba, to nie znaczy, że jej również.

Ale i nie tylko dopasowanie i kolor kasku rowerowego jest ważne. Pod uwagę należy wciąć odpowiedni rodzaj kasku, ponieważ do roweru miejskiego nie założymy kasku szosowego czy innego, niepasującego do rodzaju roweru.


Warto podróżować rowerem! To nie tylko fajna przygoda, ale również... Przeczytaj!  


SIODEŁKO ROWEROWE

To cześć w rowerze, która tak samo, jak kask rowerowy musi być dopasowana do naszych potrzeb. Wybór uwarunkowany jest od budowy ciała, od płci, wagi, rodzaju roweru, a także pozycji jaką przybieramy na rowerze. Dlatego zakup siodełka, to indywidualna sprawa rowerzysty.

Siodełko rowerowe, które dla Ciebie jest idealne, wcale nie oznacza, że dla osoby, której chcesz kupić też będzie

Więc, jeśli nie chcesz skazać rowerzysty na otarcia i ból, to siodełka rowerowego nie kupuj!

ODZIEŻ ROWEROWA 

Tutaj sprawa wygląda tak samo, jak zakup  kasku rowerowego i siodełka rowerowego. Jeśli kupujesz sama bez osoby, która będzie je nosiła –  to nie kupuj! Bo naturalnie w świecie, szkoda pieniędzy.

Czy wszystkie ubrania w szafie masz w jednym rozmiarze? No właśnie! Więc, tak samo wygląda sprawa z odzieżą rowerową. Nie zawsze osoba, która nosi ubranie w rozmiarze M, musi akurat kupić rękawiczki w rozmiarze M. Może się okazać, że lepsze i wygodniejsze będą w rozmiarze S lub L.

Niestety w odzieży rowerowej jest jeden minus. Ona musi „być szyta na miarę”. Nie możemy pozwolić sobie, np. na rękawiczki rowerowe w większym lub mniejszym rozmiarze –  tak, jak z ubraniami codziennymi.

Odzież rowerowa przede wszystkim nie powinna hamować ruchów, uwierać, powodować otarć czy bólu. Zatem powinna być przewiewna, idealnie dopasowana, przyjemna w noszeniu.

Przy zakupie odzieży rowerowej – koszulki, spodenki, rękawiczki czy buty rowerowe –  ważne jest, aby przymierzać kilka modeli i je ze sobą porównywać. Oceniać, w których rzeczach czujemy się dobrze. Nie zalecam natomiast, aby do zakupu odzieży rowerowych podchodzić na zasadzie: „Podoba mi się. Biorę!”

Nie tylko rozmiar jest ważny. Kolor też! Trzeba mieć na uwadze gust rowerzysty. Nie każdemu może podobać się koszulka w jaskrawych kolorach czy z zabawnym rysunkiem.

Jeśli chociaż trochę obserwujesz środowisko rowerowe, to na pewno zauważyłaś pewną rzecz. Rowerzyści przeważnie ubierają się pod kolor i rodzaj swojego roweru. Więc prezent w barwach nie pasujących do roweru, jest kiepski.

LICZNIK ROWEROWY  

Przy tym elemencie rowerowego wyposażenia, możemy się zastanowić. Są dwie grupy rowerzystów. Pierwsza, to osoby początkujące, które prawdopodobnie nie posiadają licznika rowerowego. Obdarowanie ich takim prezentem jest dobre pomysłem – tylko proszę, nie licznikiem kupionym na bazarku u Pani Krysi za dychę!

Natomiast jeśli prezent jest dla drugiej grupy - zaawansowanej (od dłuższego czasu interesuję się rowerem). To myślę, że słabym pomysłem jest kupienie licznika rowerowego z podstawowymi funkcjami. Najlepiej podpytać jest takiego rowerzystę, dla której chcesz sprawić prezent, np. „czy jest zadowolony z aktualnego licznika”, ”jakich funkcji w aktualnym liczniku brakuje”, itp. 

Musisz wiedzieć, że liczników rowerowych na rynku jest kilka rodzajów. Od podstawowych do bardziej skomplikowanych –  rowerowe komputerki czy rowerowe nawigacje.

Dlatego też, aby dobrze wybrać licznik rowerowy, należy zrobić wstępną ocenę potrzeb rowerzysty. Pomogą Ci w tym poniższe pytania, które warto sobie zadać przed kupnem licznika rowerowego.

- Czy dana osoba jeździ na rowerze przez cały rok czy tylko sezonowo?

Jeśli przez cały rok, to należy zwrócić uwagę na wytrzymałość licznika rowerowego na niskie temperatury.

- Jaki styl jazdy preferuje dana osoba. Czy jest to jazda spokojna po ulicach miasta czy bardziej w terenie, gdzie jest dużo krzewów.

Oceń prawdopodobieństwo uszkodzenia przewodu. Czy istnieje duże ryzyko przerwania  kabli. Jeśli tak, wybieramy bezprzewodowy licznik rowerowy. 

- Czy wybiera spokojne, rowerowe wyprawy czy jednak woli rywalizację uczestnicząc w zawodach?

Określ jakie funkcje będą najbardziej przydatne.

DĘTKI ROWEROWE 

Zakup dętki rowerowej, to również nie jest dobry pomysł! Przy zakupie dętki rowerowej należy wziąć pod uwagę wiele czynników. Rodzaj wentyla, rozmiar, waga czy nawet przeznaczenie. Jeśli znasz wszystkie te parametry, to śmiało możesz kupić dętkę, ale jeśli nie – to nie kupuj w ciemno!

Zapomniałam! Bezdętkowe opony rowerowe też są.


OSPRZĘT 

Jak ze wszystkim elementami w rowerze i tutaj jest wiele rodzajów. Jeśli nie znasz się na osprzęcie rowerowym i nie masz pojęcia, na jakim osprzęcie jeździ Twój rowerzysta i jakie są jego potrzeby, to lepiej będzie, jak wybierz coś innego. 


czego rowerzyście nie kupować

Z jakiego prezentu ucieszy się rowerzysta?

Najlepszą metodą na udany prezent dla rowerzysty jest przetrzeć oczy i zwrócić uwagę na obdarowywaną osobę. Posłuchać, co mówi –  a na pewno mówi dużo – o czym marzy, co chciałaby zmienić w swoim rowerze, na jakie rzeczy po prostu go nie stać.


Często w rozmowach z rowerzystą usłyszysz: „w tym roku chcę zmienić hamulce na te…”, „kurczę, chciałabym oświetlenie do roweru za 120 zł, ale niestety, nie mogę sobie w tym roku pozwolić na taki wydatek”, "podoba mi się...– znasz już odpowiedź!


Uważam, że świetnym prezentem dla rowerzysty są vouchery na zakupy rowerowe. Masz pewność, że z prezentem trafisz na 100% – rowerzysta zawsze musi coś kupić do swojego roweru. Może voucher na serwis roweru?

Ciekawą i przydatną rzeczą dla rowerzysty mogą okazać się dobrej jakości narzędzia rowerowe, oświetlenie czy nawet bidon. 

Pomysłowym prezentem dla rowerzysty są upominki poprawiające styl roweru. Ciekawe lusterko, dzwonek czy koszyk do roweru.

Masz pomysł na prezent dla swojego maniaka rowerowego? Jak myślisz, z czego będzie najbardziej zadowolony?

piątek, 30 listopada 2018

Tymczasem listopad!

Tymczasem listopad!

Właśnie przeżywam jedne z milszych chwil od kilku miesięcy. Nie ma w nich strachu, przerażenia i kiepskich myśli. Nie ma w nich również sprzątania, gotowania czy robienia zakupów. Ich miejsce spokojnie zastąpiły najcieplejsze wspomnienia z dzieciństwa i nic nie robienie.

Czasami chciałabym wrócić do czasów dzieciństwa.  Kiedy, jak co rano z rodzeństwem wskakiwaliśmy do łóżka rodziców. Jeszcze ciepłego i przesiąkniętego ich zapachem. Oglądaliśmy bajki i żadne z nas nie myślało o dorosłości czy skomplikowanych decyzjach.

Tak, jestem z Pchełą na wsi i zdecydowanie staram się czerpać z tego wyjazdu, jak najwięcej. Dla mnie i oczywiście dla niej. Łapiemy do płuc ogromne ilości świeżego powietrza. Nie żałujemy sobie codziennych spacerów. Mimo, że powietrze nie jest już takie ciepłe i jesienne, jak na początku listopada, to nadal przyjemne. Zupełnie inne od miastowego –  nie śmierdzi i nie drażni w gardło.

Dobrze mieć takie miejsce, w którym możesz zaszyć się od tego całego smogu, warkotu aut i przeraźliwego pędu. Człowiek spokojnie może naładować baterie widokiem zasypiających drzew, delikatnym śpiewem ptaków i rozmowami. 

ROZWÓJ OSOBISTY


„Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat ”
[TATUAŻYSTA Z AUSHWITZ]

SŁUCHAŁAM godziny prawdy. Od kiedy pamiętam, lubię słuchać świadectw innych ludzi. Dowiadywać się o perypetiach ich życia, nawarstwionych problemach oraz drodze jaką pokonali by osiągnąć sukces. I wszystkie te rzeczy funduje mi radiowa trójka, w piątkowej audycji. Uwielbiam ją!


CZYTAŁAM Tatuażysta z Aushwitz Heather Morris. Na temat tej książki można  spotkać wiele opinii. Opinii tak różnych, jakby chcieć połączyć dwa dodatnie magnesy. Niektórzy uważają, że nie wzbudza należytych emocji, które powinna, że nie porwała ich za bramy obozu koncentracyjnego. Natomiast inni uważają, że książka jest dobrze napisana i wzrusza. Naprawdę wzrusza.  Należę do tej drugiej grupy osób, którym książka się podobała. Wzbudziła we mnie szereg emocji i zabrała za bramy obozu.

Główny bohater Lale Sokołow w roku 1942 trafia do Aushwitz. Jego zadaniem jest tatuowanie nowo przybyłych ludzi. Podczas jednej z takich „dostaw” spotyka ją. Patrzy jej w oczy i zakochuję się. Od tamtej pory robi wszystko, aby uratować się ze szponów okrucieństwa.

Jest to autentyczna, niesamowita opowieść o sile miłości. Nawet w najgorszych momentach życia, gdy sytuacja wygląda na beznadzieją jest iskierka nadziei - w tym przypadku podtrzymuje ją miłość. Niestety, to również opowieść o bestialskim traktowaniu ludzi. Ludzi z marzeniami, rodziną, pracą, którym pewnego dnia zabiera się wszystko. Nie pytając ich o zgodę.   

OGLĄDAŁAM dużo, bardzo dużo filmów. A miałam tę przyjemność tylko dlatego, że przez prawie miesiąc miałam dostęp do telewizora. Posiadanie w domu telewizora ma swoje plusy. Czasami dobrze jest usiąść wygodnie i obejrzeć ciekawy film. Czasami mi go brakuję.

Spadkobiercy w reżyserii Alexandra Payne. To film ukazujący skutki wynikające z całkowitego oddania się pracy i karierze zawodowej. Poruszający wartościowe zagadnienia. Uświadamia, że warto odpuścić z innych dóbr na korzyść rodziny. Musisz pamiętać, że nie cofniesz czasu ot tak.

Film przedstawia losy mężczyzny pochłoniętego pracą. Nie widzi więc tego, co jest dla niego najważniejszą wartością. Do czasu, aż dochodzi do tragedii, która uświadamia mu, że tak naprawdę nie zna swoich bliskich. Nie uczestniczył w nastoletnim życiu córek, w konsekwencji tego, stwarzają coraz to większe trudności wychowawcze. Nie zauważył nawet tego, kiedy żona się od niego oddaliła.

Niebo istnieje… naprawdę w reżyserii Rondella Wallace’a. To amerykański dramat oparty na faktach. Film ukazuje historie małego Coltona, który znalazł się na granicy życia i śmierci. W wyniku czego spotyka Boga i swoich bliskich, którzy odeszli.

To nie tylko ciekawa i intrygująca historia dowodząca życia po śmierci, ale również przedstawiająca odwagę ojca chłopca. Bo pomimo swojej świadomości, że historia, która przydarzyła się jego synowi jest kontrowersyjna i trudna do uwierzenia. Nie dał się zwieść krytycznym opiniom innych ludzi. Uwierzył synowi i jego historią podzielił się ze światem.

Film przede wszystkim zmuszający do odnalezienia własnych przemyśleń, refleksji dotyczących życia i śmierci.

Planeta singli to film z gatunku romans/komedia w reżyserii Mitja Okorna. Akcja filmu kręci się wokół dwóch bohaterów – jej i jego. Ona cicha i wrażliwa, on, to zupełne przeciwieństwo jej – pewny siebie celebryta. Umawiają się na pewien prosty układ. Ona spotyka się z mężczyznami, a on z tego robi show. Sprawa się komplikuje, gdy podczas jednej z takich randek ona zakochuje się.

Fabuła filmu jest banalnie prosta i nie znajdziesz w niej nic odkrywczego. Wszystkie zdarzenia są do przewidzenia. Jednak dużym plusem filmu są jego zabawne sceny. Uważam, że doskonale sprawdzi się podczas długich jesienno– zimowych wieczorów.

Na granicy – polski thriller wyreżyserowany przez Wojciecha Kasperskiego w 2016 roku. Przedstawia losy ojca i jego dwóch synów. Zamierzają oni spędzić kilka zimowych dni w górskiej chacie, położonej w głębi bieszczadzkich gór. I wszystko byłoby dobrze, gdyby do bazy nie przybył nieznajomy.

Porusza problem związany z przemytem ludzi oraz ukazuje nieprawidłowe relację między członkami rodziny.

Film przez cały czas jego trwania trzyma w napięciu. Momentami akcje były tak drastyczne i brutalne, że się po prostu bałam.    

W listopadowy wieczór ponownie obejrzałam Marley i ja w reżyserii Davida Frankela. Więcej informacji o tym filmie możesz przeczytać tutaj.

UCZYŁAM SIĘ cierpliwości. To trudne zadanie, gdy codziennie, ktoś ma coś do powiedzenie odnośnie Twojego dziecka. I nie ma różnicy czy to Pan czy Pani – wszyscy są pedagogami, psychologami, lekarzami, wychowawcami i innymi!

Od razu nasuwa mi się jedna z wielu „mądrych” uwag „Pani daj mu smoka bo beczy”. Oczywiście, że nic nie powiedziałam – bo taka już jestem. Ale cisnęło mi się na usta, aby powiedzieć Panu, że po pierwsze nie mu tylko jej. Po drugie nie beczy tylko płacze. I jeszcze kilka: "Dlaczego dziecko nie ma rękawiczek?" "Czemu Pani nie założyła mu budzików?" "Ciepło jest ubrana?" "A nie jest głodna?"

Dlatego pozwól rodzicom wychowywać swoje dzieci, pomimo tego, że popełnią miliard błędów. Nie zrobią  krzywdy swojemu dziecku. Czy któraś z matek chce dla swojego dziecka źle? – nie mówię tutaj o rodzinach patologicznych.


ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA książki. Wspaniałe jest to, że możemy czytać książki. Wzrokiem połykać w różnych konfiguracjach literki, tworząc wyjątkowe słowa. Trzymać je w dłoniach i delikatnie kartkować. Podnieść do nosa i zaciągnąć się jej zapachem. A najlepsze jest to, że można wtopić się w ciekawą fabułę książki. Na chwilę zapomnieć o rzeczywistości i bieżących problemach.

Jestem wdzięczna za rodzinę. Ten splot ze sobą kilku osób jest dla mnie ważny – śmiało mogę powiedzieć nawet, że najważniejszy. Czuję, że jeśli kiedykolwiek „coś” lub „ktoś”, to zawsze mogę liczyć na pomoc, wsparcie czy nawet porządny opieprz.

CIESZĘ SIĘ z pobytu w domu rodzinnym. Potrzebowałam tych kilku dnia dla siebie. Aby móc na spokojnie poukładać sobie kilka spraw. Spojrzeć na nie z nieco większym dystansem. Wyrzucić z życia te, które nic nie zmienią i pewnym krokiem kroczyć po aktualnych.


OCZEKUJĘ NA pierwsze święta w trójkę. Wierzę, że będzie to dla nas wyjątkowa chwila, bo:
to czas spędzony z rodziną,
to świąteczne piosenki, kolęd,
to zapach obieranych pomarańczy,
to moment ubierania świeżego, zielonego drzewka,
to smak smacznych smakołyków ustawionych na świątecznym stole,
to aromat pieczonych pierników,
to moment przekazywania tradycji z pokolenia na pokolenie,
to najpiękniejszy czas refleksji,
to chwila wzmożonej pomocy innym,
 to okres dobrych i serdecznych słów,
to także czas nowych marzeń.

ZDROWIE

CZUJĘ SIĘ świetnie.



JEM domowe obiady. Mówi się, że jeśli ktoś przygotuje posiłek dla nas, to smakuje lepiej –  i wiesz co, to prawda! Przekonałam się o tym, jak zaraz po przebudzeniu na stół wpadała jajecznica mojej mamy. Jak dzień kończył się smacznymi naleśnikami z jabłkiem – pewnie znasz tę chwilę, gdy cały dom pachnie słodkimi, aromatycznymi placuszkami. Jak na stole lądowały tylko potrawy, które uwielbiam i zapachem przywoływały radosne dzieciństwo. Najadłam się!  

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

W listopadzie miałam możliwość uczestniczenia w wyzwaniu Olgi Sierockiej Twoja skuteczna grupa mastermind. Wyzwanie przygotowane na wysokim poziomie i zaangażowaniem. Ale najważniejsze jest to, że przede wszystkim skuteczne. Mam już swoją grupę MASTERMIND! Jeśli poszukujesz swojej grupy, to koniecznie zgłoś się do niej! Olga jest specjalistką w tej dziedzinie. Prowadzi płatne grupy mastermind, a także kursy.

Jeśli mam podsumować ten miesiąc jednym zdaniem, to określę go tak. To był miły i pełen nauki miesiąc. A tobie jak minął listopad, również dobrze jak mi? Czy może nie sprawił Ci tyle radości, co powinien?

środa, 31 października 2018

Tymczasem październik!

Tymczasem październik!

Jedziemy do Gołdapi. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu cieszyłabym się z tego wyjazdu – ale niestety nie dziś. Szkoda, bo tyle ciekawych wspomnień i fajnych chwil mam z tego miejsca! I mogło tak zostać! Tylko, że od kiedy zostałam mamą, to moja cierpliwość poddawana jest katordze. Nie mogę znieść tych wszystkich "złotych" rad, jak karmić, jak czyścić nosek, jak ubierać i innych... . Nie spodziewałam się, że będę tak drażliwa na punkcie uwag dotyczących mojego sposobu opieki nad dzieckiem. A tym bardziej, nie przyszło mi do głowy, że otrzymam tyle "wspaniałych" rad od obcych mi ludzi. Dzisiaj na szczęście nie o tym. :)

Za szyby samochodu widać przemykające drzewa. Widać już, że powoli zdejmują z siebie barwny płaszcz utkany z liści. Wszystko wskazuje na to, że jesień małymi krokami od nas ucieka – nie chcę!

Tegoroczny październik jest dla mnie wyjątkowo spokojny i przede wszystkim jesienny. Ustały burze, które nie pozwalały iść dalej i postawić konkretnej diagnozy, co dalej. Uspokoiłam myśli dotyczące „bambusowania” Pcheły. Pogoda pozwalała na częste spacery, a dzięki temu na szuranie liśćmi – uwielbiam butami podrzucać liście do góry.

Jutro już listopad. Zapraszam do mojego października!

ROZWÓJ OSOBISTY


"Zdecydowanie trudniej sądzić samego siebie niż drugiego człowieka. Jeśli zdołasz to zrobić, będzie to znaczyło, że jesteś prawdziwym mędrcem" 
[MAŁY KSIĄŻĘ]

SŁUCHAŁAM przykładowej playlisty. Jakoś ostatnio słucham wszystkiego, co włączy Rafał – więc hip –hop jest u nas na porządku dziennym. Przez te ciągłe słuchanie hip-hopu i poznaniu wielu melodii – mamy kawałek swojej piosenki. A więc:

Awdgb, awdgb ojciec zbiera metal z rynien.
Awdgb, awdgb ale ten metal drogi jest…*
*melodia z piosenki Awdgb gość Jaś Kękę

CZYTAŁAM Mały Książe Antoine de Saint-Exuply. Pomału zaczęłam kompletować biblioteczkę Pcheły i o dziwo, znajduję całkiem fajne perełki.  A teraz. Kto czytał Małego Księcia, jak wrażenia po jej przeczytaniu? Bo mnie książka zaskoczyła – pozytywnie.

Pamiętam, że Małego Księcia czytałam jeszcze w szkole, jako obowiązkową lekturę. I wiecie co, dla mnie, była to książka beznadziejna i głupia. Ja z niej nic nie rozumiałam. Nie miałam pojęcia o co chodzi z tymi całymi planetami i w dodatku z jakąś tam różą.  Zastanawiałam się tylko, po co oni każą nam to czytać. Myliłam się!

Po przeczytanej lekturze, sądzę, że do pewnych książek trzeba dorosnąć. Tak, jak ja musiałam dorosnąć do Małego Księcia. Cieszę się, że teraz mam okazję jeszcze raz powrócić do książek, które uważałam, za niszczycielki czasu.

Warto przeczytać ja jeszcze raz. Bo książka ma nie tylko jedne, nawet nie dwa, ale więcej cennych wskazówek. Zapewniam, że znajdziesz coś dla siebie!     

W październiku, w moich rękach znalazło się również coś dla mnie. Chłopiec i pies Wendy Holden. To książka autentyczna, która opisuję ciekawą przyjaźń między chłopcem, a psem. Bohaterów książki łączy jedno – choroba. Chłopiec zmaga się  z nieuleczalną chorobę, natomiast pies w wypadku bezpowrotnie stracił łapę. Dzięki sobie i swojej przyjaźni odnajdują sens życia i chęć do walki z przeciwnościami losu.   

OGLĄDAŁAM film. Tak, oglądałam film, aż trudno w to uwierzyć! Kamper, reżyser Łukasza Grzegorzek. Pokazuje on ludzi, którzy po szaleńczej, młodzieńczej miłości, zaczynają się gubić. Do ich związku wkrada się brak zaufania, rozmowy czy chęć podzielenia się swoimi planami na przyszłość – czy dotyczy to również nas?

Miło wrócić do starych zwyczajów i jako tako ustabilizować życie. Przyznaję się, trochę nam się to udało. Po pięciu miesiącach układania rzeczywistości na nowo, obejrzeliśmy film –  przewidując ówczesne życie, to pewnie taka rozrywka nie zdarzy się prędko. Choć szkoda, bo marzę, aby w końcu usiąść wygodnie na kanapie, wziąć do ręki kieliszek dobrego wina i przy delikatnym strumieniu światła, zatopić się w ciekawą fabułę filmu. Może nie teraz, ale na pewno do tego wrócę!

Bo tymczasem, po całym dniu zabaw z niemowlakiem, ogarniania domowych spraw – nie myślę o oglądaniu filmu, tylko o tym, aby jak najszybciej wziąć prysznic i wskoczyć do łóżka.

W moim przypadku, oglądanie filmów wtedy, gdy jestem zmęczona – nie ma najmniejszego sensu. Bo zamiast się zrelaksować, wyciszyć, sprawić sobie przyjemność –  będę sfrustrowana, zła i pewnie do tego jeszcze senna!

nie UCZYŁAM SIĘ.


ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA pogodę. Pewnie już dobrze wiesz, że kocham jesień. Przede wszystkim tą suchą, kolorową, pachnącą – i zdecydowanie, taką w tym roku mamy. W taka pogodę, mogę godzinami siedzieć na ławce w parku – tylko ktoś musi donosić mi termos z gorącą herbatą. Patrzeć, jak wiatr urywa liście z drzew, tworząc z nich jesienno-liściasty deszcz. Widziałaś taki deszcz?

Jestem jeszcze wdzięczna za wieczorne spacery. To u nas, nowy miły rytuał. Cała trójka ubiera się ciepło i idziemy do parku. Rafał biega, ja prowadzę wózek i patrzę się na Pchełe, a ona obserwuje drzewa.

Lubię tą kolorową mroczność. W koło nas ciemno, a przed nami po kolei, jedna za drugą zapalają się latarnie, oświetlając nam ścieżkę i drzewa, pełne różnokolorowych liści. Od czasu do czasu patrzę, jak liście spadają w nieregularnym wirze.
 
CIESZĘ SIĘ z mini wakacji. Potrzebowałam kilku dni odpoczynku. Od kiedy Pcheła zawitała do naszej dwójki, to nie miałam okazji, aby tak na serio odpocząć i się niczym nie martwić. Mogę zostawić pod opiekę komuś innemu, chociaż… nikt nie chcę z nią zostać. Skubana, zdobyła nawet miano terrorystki.

OCZEKUJĘ NA nic. Jest dobrze, tak jak jest! 

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

Ciekawy wpis możesz znaleźć na blogu unikato.pl. Autorka wpisu pisze o tym, jak zmarnowała okazję. Jaką? Zobacz sama. Co do wpisu, powiem tylko jedno: otaczajmy się dobrymi ludźmi i nie zmuszajmy się do robienia czegoś, czego możemy uniknąć! 

A Tobie, jak minął październik?

poniedziałek, 15 października 2018

Ogarniam kilogramy #4

Ogarniam kilogramy #4

Wiesz, że raporty z mojego ogarniania kilogramów trafiają na bloga co dwa tygodnie? W linkach poniżej znajdziesz wcześniejsze wpisy.


Zauważyłam, że każdy tydzień diety i ćwiczeń się od siebie różnią. Bywa tak, że w pierwszym tygodniu ćwiczę jak szalona, nie omijam żadnego treningu, daje z siebie maksa swoich możliwości. Z odżywianiem jest podobnie. Jem zdrowo i regularnie, unikam słodyczy.

Natomiast w drugim tygodniu, sytuacja nie wygląda tak kolorowo i pięknie. W moim grafiku ćwiczeń, znajduję się więcej dni bez treningu, niż z wykonywanym treningiem. Jedzenie również idzie w odstawkę. Można się w nim doszukać o wiele więcej kalorycznej żywności. Oczywiście nie rezygnuję ze słodyczy.

I mimo, że kilogramy spadają - jest już poniżej 70 kilo - to przeszkadza mi ta sinusoida.


ĆWICZENIA ODCHUDZAJĄCE



Niezmiernie od początku mojej przygody z ogarnianiem kilogramów towarzyszą mi treningi Moniki Kołakowskiej. Na jej kanale na youtube jest mnóstwo ciekawych i spalających tłucz treningów. Polecam!

A teraz przedstawię Ci, jak w ciągu tych dwóch tygodni wyglądał mój plan treningowy.  

Dzień 1
MOCNY TRENING ODCHUDZAJĄCY NA CAŁE CIAŁO - 600 kcal

Dzień 2
odpoczynek

Dzień 3
HIIT ODCHUDZAJĄCY TRENING INTERWAŁOWY MODELUJĄCY ŁYDKI UDA I POŚLADKI

Dzień 4
ODCHUDZAJĄCY TRENING WZMACNIAJĄCY + BRZUCH / 40 MINUT

Dzień 5
odpoczynek

Dzień 6
SZYBKI INTERWAŁOWY TRENING ODCHUDZAJĄCY / + rozgrzewka i rozciąganie

Dzień 7
INTERWAŁOWY TRENING ODCHUDZAJĄCY - 30 MINUT - GWARANCJA EFEKTÓW - 10 KG

Dzień 8
odpoczynek

Dzień 9
odpoczynek

Dzień 10
odpoczynek

Dzień 11
- 600 KCAL W 30 MINUT - HIIL STRONGER TRENING INTERWAŁOWY ODCHUDZAJĄCY

Dzień 12
MODEL LOOK - TRENING ODCHUDZAJĄCY WZMACNIAJĄCY MIĘŚNIE

Dzień 13
przeziębienie

Dzień 14
przeziębienie


DIETA



Jak wspomniałam na początku, te dwa tygodnie składały się z dwóch różnych od siebie tygodni. Spokojnie można je oddzielić grubą kreską. W pierwszym tygodniu nie było problemu ze systematycznym gotowaniem i przygotowywaniem posiłków.

Dużym ułatwieniem jest posiadanie kilku sprawdzonych i smacznych posiłków.  W związku z tym, przygotowanie ich nie zabierze nam dużo czasu, a przede wszystkim mamy pewność, że będą nam smakować - ja już mam kulinarne pewniaki! Ty też o nie zadbaj!

Pewnie zastanawiasz się skąd mam przepisy na zdrowe posiłki. Obecnie korzystam z jadłospisów udostępnianych przez Ewę Chodakowską na swoim profilu na facebooku.

Co mi dały te dwa tygodnie:
  • potrzebuję więcej samozaparcia,
  • bez planu posiłków i ćwiczeń - po prostu się gubię - wybieram niezdrowe i szybkie przekąski. A zamiast ćwiczyć - odpoczywam.  
  • podwójne gotowanie zniechęca mnie do przygotowywania posiłków dla mnie.  

Moje cele na przyszłe 14 dni:
  • kontrolowanie wypitej ilości wody - przynajmniej od 1,5 do 2,5 litra dziennie,
  • regularne posiłki - 5 posiłków w ciągu dnia (3 duże i 2 małe),
  • treningi  w proporcji 3 do 1. (trzy dni ćwiczeń, jeden dzień odpoczynku)
  • peeling kawowy 2 razy w tygodniu.



MOJE CENTYMETRY!:
15.10.2018
 waga: 69,4 kg,                                    (-4,6 kg)
obwód brzucha: 99 cm,                       (- 9 cm)
obwód tali: 81 cm,                              (- 6 cm)
obwód ręki: 29 cm,                             (- 2 cm)
  obwód nogi: 54 cm.                             (- 5 cm)*
* różnica wyników od 01.09.2018


Jestem świadoma, że jeśli dołożyłabym więcej starań i chęci, to wyniki byłyby o wiele, wiele lepsze. Ale spokojnie, przed nami kolejne 14 dni! Trzymajmy za siebie kciuki, bo wiem, że momentami jest ciężko! 
Do zobaczenia! 

Ps. Należy pamiętać, że nie jestem lekarzem, trenerem ani dietetykiem. W związku z tym wszystkie powyższe treści bazują na moim doświadczeniu. Nie należy się nimi sugerować.
Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger