środa, 31 października 2018

Tymczasem październik!


Jedziemy do Gołdapi. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu cieszyłabym się z tego wyjazdu – ale niestety nie dziś. Szkoda, bo tyle ciekawych wspomnień i fajnych chwil mam z tego miejsca! I mogło tak zostać! Tylko, że od kiedy zostałam mamą, to moja cierpliwość poddawana jest katordze. Nie mogę znieść tych wszystkich "złotych" rad, jak karmić, jak czyścić nosek, jak ubierać i innych... . Nie spodziewałam się, że będę tak drażliwa na punkcie uwag dotyczących mojego sposobu opieki nad dzieckiem. A tym bardziej, nie przyszło mi do głowy, że otrzymam tyle "wspaniałych" rad od obcych mi ludzi. Dzisiaj na szczęście nie o tym. :)

Za szyby samochodu widać przemykające drzewa. Widać już, że powoli zdejmują z siebie barwny płaszcz utkany z liści. Wszystko wskazuje na to, że jesień małymi krokami od nas ucieka – nie chcę!

Tegoroczny październik jest dla mnie wyjątkowo spokojny i przede wszystkim jesienny. Ustały burze, które nie pozwalały iść dalej i postawić konkretnej diagnozy, co dalej. Uspokoiłam myśli dotyczące „bambusowania” Pcheły. Pogoda pozwalała na częste spacery, a dzięki temu na szuranie liśćmi – uwielbiam butami podrzucać liście do góry.

Jutro już listopad. Zapraszam do mojego października!

ROZWÓJ OSOBISTY


"Zdecydowanie trudniej sądzić samego siebie niż drugiego człowieka. Jeśli zdołasz to zrobić, będzie to znaczyło, że jesteś prawdziwym mędrcem" 
[MAŁY KSIĄŻĘ]

SŁUCHAŁAM przykładowej playlisty. Jakoś ostatnio słucham wszystkiego, co włączy Rafał – więc hip –hop jest u nas na porządku dziennym. Przez te ciągłe słuchanie hip-hopu i poznaniu wielu melodii – mamy kawałek swojej piosenki. A więc:

Awdgb, awdgb ojciec zbiera metal z rynien.
Awdgb, awdgb ale ten metal drogi jest…*
*melodia z piosenki Awdgb gość Jaś Kękę

CZYTAŁAM Mały Książe Antoine de Saint-Exuply. Pomału zaczęłam kompletować biblioteczkę Pcheły i o dziwo, znajduję całkiem fajne perełki.  A teraz. Kto czytał Małego Księcia, jak wrażenia po jej przeczytaniu? Bo mnie książka zaskoczyła – pozytywnie.

Pamiętam, że Małego Księcia czytałam jeszcze w szkole, jako obowiązkową lekturę. I wiecie co, dla mnie, była to książka beznadziejna i głupia. Ja z niej nic nie rozumiałam. Nie miałam pojęcia o co chodzi z tymi całymi planetami i w dodatku z jakąś tam różą.  Zastanawiałam się tylko, po co oni każą nam to czytać. Myliłam się!

Po przeczytanej lekturze, sądzę, że do pewnych książek trzeba dorosnąć. Tak, jak ja musiałam dorosnąć do Małego Księcia. Cieszę się, że teraz mam okazję jeszcze raz powrócić do książek, które uważałam, za niszczycielki czasu.

Warto przeczytać ja jeszcze raz. Bo książka ma nie tylko jedne, nawet nie dwa, ale więcej cennych wskazówek. Zapewniam, że znajdziesz coś dla siebie!     

W październiku, w moich rękach znalazło się również coś dla mnie. Chłopiec i pies Wendy Holden. To książka autentyczna, która opisuję ciekawą przyjaźń między chłopcem, a psem. Bohaterów książki łączy jedno – choroba. Chłopiec zmaga się  z nieuleczalną chorobę, natomiast pies w wypadku bezpowrotnie stracił łapę. Dzięki sobie i swojej przyjaźni odnajdują sens życia i chęć do walki z przeciwnościami losu.   

OGLĄDAŁAM film. Tak, oglądałam film, aż trudno w to uwierzyć! Kamper, reżyser Łukasza Grzegorzek. Pokazuje on ludzi, którzy po szaleńczej, młodzieńczej miłości, zaczynają się gubić. Do ich związku wkrada się brak zaufania, rozmowy czy chęć podzielenia się swoimi planami na przyszłość – czy dotyczy to również nas?

Miło wrócić do starych zwyczajów i jako tako ustabilizować życie. Przyznaję się, trochę nam się to udało. Po pięciu miesiącach układania rzeczywistości na nowo, obejrzeliśmy film –  przewidując ówczesne życie, to pewnie taka rozrywka nie zdarzy się prędko. Choć szkoda, bo marzę, aby w końcu usiąść wygodnie na kanapie, wziąć do ręki kieliszek dobrego wina i przy delikatnym strumieniu światła, zatopić się w ciekawą fabułę filmu. Może nie teraz, ale na pewno do tego wrócę!

Bo tymczasem, po całym dniu zabaw z niemowlakiem, ogarniania domowych spraw – nie myślę o oglądaniu filmu, tylko o tym, aby jak najszybciej wziąć prysznic i wskoczyć do łóżka.

W moim przypadku, oglądanie filmów wtedy, gdy jestem zmęczona – nie ma najmniejszego sensu. Bo zamiast się zrelaksować, wyciszyć, sprawić sobie przyjemność –  będę sfrustrowana, zła i pewnie do tego jeszcze senna!

UCZYŁAM SIĘ


ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA pogodę. Pewnie już dobrze wiesz, że kocham jesień. Przede wszystkim tą suchą, kolorową, pachnącą – i zdecydowanie, taką w tym roku mamy. W taka pogodę, mogę godzinami siedzieć na ławce w parku – tylko ktoś musi donosić mi termos z gorącą herbatą. Patrzeć, jak wiatr urywa liście z drzew, tworząc z nich jesienno-liściasty deszcz. Widziałaś taki deszcz?

Jestem jeszcze wdzięczna za wieczorne spacery. To u nas, nowy miły rytuał. Cała trójka ubiera się ciepło i idziemy do parku. Rafał biega, ja prowadzę wózek i patrzę się na Pchełe, a ona obserwuje drzewa.

Lubię tą kolorową mroczność. W koło nas ciemno, a przed nami po kolei, jedna za drugą zapalają się latarnie, oświetlając nam ścieżkę i drzewa, pełne różnokolorowych liści. Od czasu do czasu patrzę, jak liście spadają w nieregularnym wirze.
 
CIESZĘ SIĘ z mini wakacji. Potrzebowałam kilku dni odpoczynku. Od kiedy Pcheła zawitała do naszej dwójki, to nie miałam okazji, aby tak na serio odpocząć i się niczym nie martwić. Mogę zostawić pod opiekę komuś innemu, chociaż… nikt nie chcę z nią zostać. Skubana, zdobyła nawet miano terrorystki.

OCZEKUJĘ NA nic. Jest dobrze, tak jak jest! 

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

Ciekawy wpis możesz znaleźć na blogu unikato.pl. Autorka wpisu pisze o tym, jak zmarnowała okazję. Jaką? Zobacz sama. Co do wpisu, powiem tylko jedno: otaczajmy się dobrymi ludźmi i nie zmuszajmy się do robienia czegoś, czego możemy uniknąć! 

A Tobie, jak minął październik?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger