poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Tymczasem kwiecień!

Pamiętam dobrze, jak nie mogłam zatrzymać marca, który pędził mi przed oczami z prędkością światła. Tak bardzo narzekałam na tempo jego trwania, że żałowałam, że tak szybko się kończy. Chciałam, aby doba dnia wydłużyła się dla mnie, chociaż o godzinkę. Miałam tyle energii, zapału i chęci, że mogłabym góry przenosić! A teraz? Kwiecień, którego zakończenia nie mogłam się doczekać. I gdybym mogła, to skakałabym z radości na cześć jego zakończenia. Miałam wrażenie, że się dla mnie zatrzymał i na złość mi, nie chce ruszyć się z miejsca.

Jeśli masz ochotę poczytać o moim rozmemłanym kwietniu, który w dużej mierze spędziłam w szpitalu w oczekiwaniu na Malcika, to zapraszam!

ROZWÓJ OSOBISTY


SŁUCHAŁAM KTG i śmiało mogę powiedzieć, że są to jedne z najfajniejszych chwile, które spotkały mnie w trakcie mojej ciąży (zaraz po ruchach Malcika). Ten rytmiczny stukot „źrebięcych kopytek” działał na mnie tak, jak wypicie dużej ilości melisy. Gdyby jeszcze mój „źrebak” chciał ze mną współpracować, to odgłosy wydobywane przez maszynę KTG, byłyby najlepszym lekarstwem na moje bezsenne noce.


CZYTAŁAM wiele książek lecz tylko po kilka stron z każdej. Dlatego można uznać, że nie czytałam nic. I nie jestem jakoś bardzo zasmucona tym faktem i nawet nie mam z tej okazji do siebie żadnych wyrzutów sumienia – ja po prostu w tym czasie nie miałam ochoty na czytanie, analizowanie wątków, wtapianie się w role bohaterów. I pomimo dużej ilości wolnego czasu, który śmiało mogłabym przeznaczyć na czytanie książek, to jednak w tej okoliczności wsłuchałam się w mój organizm, który widać nie miał ochoty robienia czegoś „na siłę”, a ja nie protestowałam. 
  
OGLĄDAŁAM szpitalną telewizję. Pięć lat życia bez telewizora sprawiło, że po wykupieniu abonamentu, oczy kleiły mi się w takim stopniu, że nie mogłam nad nimi panować i miałam wrażenie, że zostały posmarowane dobrym klejem. W taki oto sposób podczas pory oglądania telewizji - ja spałam. Owszem zdarzyło mi się obejrzeć kilka polskich telenowel, których obejrzenie starczy mi na kolejne pięć lat.

nie UCZYŁAM SIĘ, bo nie miałam chęci, ochoty i siły, aby poświecić czas na naukę jakiegoś aspektu mojego życia. I może zmarnowałam miesiąc, ale mimo leżenia i obijania się w szpitalu, nie czułam się na siłach, aby jeszcze dodatkowo poświęcić czas na naukę. Nadrobimy to! Czasami warto odpuścić i nie zmuszać się do czegoś, do czego nie ma się ochoty. I tak nie przyniosłoby to żadnego, dobrego rezultatu, a tylko frustracje.


ŻYCIE PRYWATNE


JESTEM WDZIĘCZNA ZA
Mojego lekarza, który prowadził moją ciążę. Za zaangażowanie, troskę i cierpliwość, którą mi okazał. Cieszę się, że trafiłam na takiego lekarza. Chciałabym, aby takich lekarzy było, jak najwięcej w naszej służbie zdrowia!

CIESZĘ SIĘ, że są ludzie, którzy mimo wszystko potrafią być cierpliwi. Pobyt w szpitalu uświadomił mi, że również praca położnych nie należy do najłatwiejszych. Wielokrotnie byłam świadkiem, kiedy musiały zachować zimną krew i spokój w rozmowie z pacjentką. Czy to one są winne bólu porodowego, rozpoczynającego się porodu, przewiezienia na inny oddział czy wykonanie dodatkowego badania, aby sprawdzić czy u dzidziusia wszystko ok?  


OCZEKUJĘ NA Malcika. Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie już z nami. I choć obawiam się tej odpowiedzialności i wszystkich tych obowiązków związanych z małym dzieckiem, to jednak już chcę Malcika na świecie.

ZDROWIE


CZUJĘ SIĘ kiepsko. Przypuszczałam, że końcówka ciąży jest najcięższa, ale nie myślałam, że tak bardzo. Puchnące, ciężkie nogi, które podczas chodzenia mam wrażenie, że ciągną się za mną metr – brzuch mi tak nie doskwiera. Odczuwanie kręcenia się w głowie, tak jakbym cały czas była na kacu – i to takim porządnym! I te uczucie wiecznego zmęczenia, że najchętniej zakopała bym się pod pierzynę i tę końcówkę ciąży przespała.

JEM jedzenie szpitalne. I nie o to chodzi, że jest złe, bo złe takie, aż bardzo nie jest. Bardziej, że porcje jak dla mnie są za duże i po zjedzeniu takiego posiłku moje cukry przekraczają zalecane normy. I najgorsze w tym jest to, że z całej porcji posiłku mogę zjeść połowę i nadal czuję się głodna.

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

W kwietniu na blogu Magdy – autorki bloga zpamietnikazolzy.co.uk , na którym dzieli się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami – można było przeczytać ciekawy wpis dotyczący przyjaźni. Autorka wpisu twierdzi, że „to trudny, ale piękny związek”, czy ty też tak możesz powiedzieć o przyjaźni? Możesz pochwalić się taką przyjaźnią na dobre i złe, o której pisze Magda?

Jak wspomniałam na wstępie tego wpisu, cieszę się, że kwiecień ulega zakończeniu. Ciągnął mi się, jak kluchy w oleju. A tobie jak minął kwiecień, również czekałeś na jego zakończenie czy skończył ci się za szybko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ja, i rowerowe ja , Blogger